Rigoberto i Lukrecja

Tysiące kilometrów stąd

Don Rigoberto wstał dziś wcześnie pogryziony przez dzikie sny teraz stoi na szerokim tarasie łapiąc w płuca poranną bryzę i kto inny słyszałby fale wpełzające na szarawy piasek a on słyszy kroki Lukrecji o tysiące kilometrów stąd. Ona stąpa nadzwyczajnie lekko idąc wzgórzem przez pole krwawnika a malutki kamień w prawym bucie brzmi beztroską dziecinną grzechotką nie włożyła dziś jedwabnych pończoch nie włożyła dziś jedwabnych pończoch Rigoberto oddycha z ulgą. A z oddechem przychodzi jej zapach więc opiera sie o barierkę przygarbiony znużony słaby chwyta mocniej srebrną główkę laski Rigoberto wraca do łóżka ale boi się jeszcze zasnąć bo Lukrecja w snach bywa okrutna ale oko opada śpi.