O rety! Sonety!

Jeszcze ciemno

Gdy obudzisz się dzisiaj ze mną na powiekach szepnę cicho - nie mrugaj bo mnie to łaskocze bo bardzo jestem czuła gdy tak leżę w poprzek twojego przebudzenia, śnij mnie jeszcze. Czekaj aż będę przezroczysta, aż mnie zmyją z ciebie twoje ranne fantazje tkwiące jedną nogą w światach snu, w dziupli drzewa, pod zimną podłogą, te w których mnie utrwalasz gdy staję się ledwie dostrzegalna. Właśnie w chwili, gdy dzień na mnie naprze gdy zmykać chcę jak wiewiórka, gdy się zmieniam w lisa a ty mnie wtedy chwytasz i zakuwasz w zaprzęg porannej wyobraźni. W zbroję żądz i w szyszak chorych fabuł. Utrwalasz i topisz na zawsze w niezniszczalnych obrazach, filmach, rękopisach.