Jeszcze ciał nie wynieśli. Nie doszorowali
pałacowych posadzek. Kilimy wciąż w pralni.
Odyseusz nareszcie może żyć normalnie
spać w swoim starym łóżku w małżeńskiej sypialni.
Nocą nie może zasnąć. Obok chrapie żona
a on gwiazd wypatruje pośród niskich pował.
Drzewu wokół którego to łoże zbudował
kiedyś rosły korzenie, dziś rośnie korona.
Nocą drgając w gorączce widzi białe plaże
wezgłowie krótkim mieczem przecięte na pół.
Tu śniadanie o ósmej i pełno w pucharze
tam Kalypso na plaży i przybrzeżny muł
po co rany przykryte sterylnym bandażem
po co smarować blizny. Starczy morska sól.