Matka, córka i wnuczka. Każda śpiewa o czymś zwyczajnym — i każda celuje.
„Killerki" to rodzinna saga w trzech piosenkach, opowiedziana głosami kobiet, które z zabijania zrobiły rzemiosło przekazywane z rąk do rąk. Najpierw matka w ciąży, która na dworcu w Zurychu zamiast oddać strzał szuka zlewu. Potem jej dorastająca córka, zakochana w zdjęciach z teczek ze zleceniami. Na końcu przedszkolaczka, która sepleni, liczy do sześciu — i do sześciu strzela.
Humor jest tu czarny jak oksyda na lufie, ale pod spodem grają najzwyklejsze domowe melodie: kołysanka, nastoletni bunt, wezwanie mamy do przedszkola. Piosenki śmieszą właśnie tym, jak normalnie wygląda codzienność w domu, w którym od pokoleń dziedziczy się jedną cnotę: celność.
Wiosna, dworzec w Zurychu, okno na piętrze, palec na spuście — i nagle mdłości, bo snajperka dowiaduje się, że zostanie mamą. Reszta to kołysanka śpiewana przez zaciśnięte zęby: Mozart nucony nad dokręcanym tłumikiem, czułe wspomnienie taty z hoteliku w Nowym Targu i obietnica, że „z powodu porodu" nikt tu z zawodu nie zrezygnuje.
noszę życie / noszę śmierć
Mama przynosi robotę do domu: nocą przez korytarz sunie worek w stronę wanny. Nastoletnia córka buntuje się po swojemu — grzebie w teczkach ze zleceniami, na zdjęciach ofiar rysuje serduszka, a wieczorem zagląda do bagażnika jak do pamiętnika. Refren „matka mnie zabije!" brzmi w tym domu niepokojąco dosłownie, a jedyną niewinną ofiarą okazuje się kot, który za bardzo lubił plamkę lasera.
na fotkach przystojniaków / rysować serduszka
Najmłodsza sepleni, tańczy w balecie, liczy do sześciu i z pamięci rysuje mapy pomieszczeń — mama i babcia szepczą, że kiedyś jej się to przyda. Słodycz krówek rozdanych na urodzinkach zgrzyta o różowy rewolwer, a nieznajomy, który chciał jej pokazać szczeniaczki, dostaje sześć kul. Trzecie pokolenie: rodzinny fach zaczyna się coraz wcześniej.
przes moj rózowy / smits and wesson