Powodzianki

Diana

Czasem ranię się celowo lancetowym liściem staję na palcach i wkręcam żarówkę księżyca jestem Diana – moja dżungla, moja trawa niska kiedy noc zapada – błyszczę Nie dotykaj mnie teraz. Teraz srebrną warstwą kładzie się na mej skórze ten księżycowy światłocień Ja teraz właśnie się mienię i oczy mam całe w złocie kiedy owijam lianę wokół smukłego nadgarstka Jestem związana lasem. Zatrzymana w pędzie. Dlatego mam złote oczy. Dlatego ten cały blask. Ubrana w z liści i pędów powyplatane uprzęże Czekam by księżyc nad głową wypalił się i zgasł by czuć jak znowu w pędzie chłoszczą mnie ostre gałęzie by czuć jak znowu w pędzie chłoszczą mnie ostre gałęzie by czuć jak znowu w pędzie chłoszczą mnie ostre gałęzie by czuć jak znowu w pędzie chłoszczą mnie ostre gałęzie kiedy naga kłusuję na danielu przez las kiedy naga kłusuję na danielu przez las kiedy naga kłusuję na danielu przez las kiedy naga kłusuję na danielu przez las kiedy naga kłusuję na danielu przez las Czekam by księżyc nad głową wypalił się i zgasł by czuć jak znowu w pędzie chłoszczą mnie ostre gałęzie kiedy naga kłusuję na danielu przez las